Ekonomista z Uniwersytetu Chicago, późniejszy laureat Nagrody Nobla, Teodore W. Schultz w latach sześćdziesiątych XX wieku posługując się terminami „kapitał ludzki i rzeczowy” stwierdził, że oba rodzaje tych zasobów są „odtwarzalne” i mają zarówno namacalny i nienamacalny wymiar. Ponadto oba wymagają konserwacji, aby utrzymać zdolności produkcyjne. Według niego wynagrodzenie za pracę stanowi zwrot kosztów wcześniejszej inwestycji w ludzkie zasoby, podczas gdy dochody z tytułu własności stanowią zwrot kosztów uprzedniej inwestycji w te własności. Mimo to istnieje jedna istotna różnica: wysokość dochodu z inwestycji w majątek ruchomy lub nieruchomy jest taka sama dla wszystkich na konkurencyjnym rynku, natomiast wysokość z inwestycji w kapitał ludzki zależy od wieku danej osoby.
Wszyscy obserwujemy, że we wczesnych latach naszego życia dochód stanowi głównie nasze wynagrodzenie za pracę, którą zaczyna się od punktu zerowego, kiedy uczymy się najpotrzebniejszych umiejętności. Wynagrodzenie wzrasta gwałtownie pomiędzy okresem dzieciństwa a trzydziestym rokiem życia, kiedy wchodzimy na rynek pracy i zdobywamy doświadczenie. Potem rośnie powoli, aby osiągnąć swój punkt szczytowy, gdy mamy pięćdziesiąt lat, i z kolei spada do zera w okolicach emerytury. Natomiast, dochód z własności prywatnej zaczyna się około zera we wczesnych latach życia, ale staje się coraz bardziej znaczący, w miarę jak oczekiwana stopa zwrotu inwestycji w kapitał ludzki spada poniżej wartości stopy zwrotu z inwestycji w majątek ruchomy i nieruchomy.
Nie ulega wątpliwości, że wszyscy potrzebujemy jedzenia, ubrania, ochrony i transportu, obojętnie czy zarabiamy, czy nie. Zwykle nasze dochody są wyższe niż wydatki na konsumpcję w okresie kiedy jesteśmy rodzicami i kiedy nasze dzieci opuszczają rodzinne gniazdo. W dzieciństwie natomiast i w wieku podeszłym zwykle jest odwrotnie, wydatki na konsumpcję przewyższają dochody. Nawet na nowoczesnym rynku kapitalistycznym nieunikniona luka emerytalna wynika z faktu, że kiedy jedna osoba przechodzi na emeryturę, to jej wynagrodzenie za pracę musi spaść do poziomu zerowego.
Problem przejścia na emeryturę polega na rozwiązaniu kwestii wypełnienia tej luki bez uszczerbku finansowego, bez gwałtownego spadku możliwości konsumpcyjnych podczas emerytury. Bez społecznych świadczeń rządowych luka emerytalna może zostać wypełniona jedynie dzięki czyjejś darowiźnie (najczęściej dorosłych dzieci), co oznacza tym samym uszczuplenie możliwości konsumpcyjnych tej osoby. System składek emerytalnych na ubezpieczenie społeczne przyczynia się w istotny sposób do rozwiązania tego problemu. Poprzez regularne wpłacanie składek z dochodów pracowniczych społeczny fundusz emerytalny umożliwia pracownikom uzbieranie kapitału, który w efekcie przynosi część z ich wynagrodzenia z okresu kiedy pracują, na okres emerytalny i zabezpiecza małżonków oraz osoby pozostające na ich utrzymaniu. Dlatego, jak pokazują doświadczenia krajów rozwiniętych, zapoczątkowanie odpowiednio zaplanowanej społecznej polityki emerytalnej wraz z pracowniczymi programami emerytalnymi, przyczynia się do wzrostu wskaźnika urodzeń.
Z doświadczeń USA wynika, że wskaźnik urodzeń jest prawie dokładnie odwrotnie proporcjonalny do wydatków społecznych na jednego mieszkańca i krajowych oszczędności na jednego mieszkańca; przy czym obie te wartości są dostosowane do różnic w sile nabywczej. W Polsce i innych krajach byłego bloku radzieckiego duże znaczenie miało dziedzictwo postkomunistyczne, które według szacunków przyczyniło się do redukcji wskaźnika urodzeń o 0,6 dziecka dla każdej pary. Specjaliści z zakresu demografii są zgodni, że pary rodzicielskie na całym świecie mają dzieci przede wszystkim z dwóch powodów; albo dlatego, że kochają dzieci dla nich samych, albo dlatego, że kochają siebie samych i oczekują jakichś korzyści z faktu posiadania dzieci. Bo przecież, zarówno świadczenia społeczne na jednego mieszkańca, jak i prywatne oszczędności, są odwrotnie proporcjonalne do wskaźnika urodzeń, ponieważ świadczą o tym, jak dorośli dbają o swój przyszły dobrobyt.
Z powyższego wynika, że aby uniknąć demograficznej tragedii, trzeba jak najszybciej wprowadzić pewne zasady polityki finansowej przyjaznej rodzinie. Chodzi tutaj o dalszą reformę podatku dochodowego oraz reformę świadczeń społecznych. Jeśli chodzi o podatek dochodowy to jedno odliczenie powinno istnieć, a chodzi tu o ulgę podatkową refundowaną w oparciu o wielkość rodziny. Ponadto, każdy program świadczeń społecznych musi być oparty na zbilansowanym dochodzie z podatku od wynagrodzeń, na zasadzie odkładania składek emerytalnych. Oczywiście świadczenia społeczne powinny być wyważone i stanowić taką część dochodu narodowego, żeby nie prowadziły do spadku wskaźnika urodzeń poniżej progu zastępowalności pokoleń.
Problem ten jako ważny dla całej Europy wskazał nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Jerzy Buzek, były premier RP w latach 1997-2001 r. To m.in. jego słowa zachęcały mnie do podjęcia tego społecznego tematu, który jeśli państwa chcą istnieć – muszą rozwiązać. Pamiętajmy, że mniejsza dzietność w krajach Europy wymusza reformę państwowej opieki medycznej. Być może trzeba by było łączyć, choćby w części, świadczenia otrzymane z tego tytułu, z wcześniejszymi składkami pobieranymi z wynagrodzenia celem utrzymania rocznej równowagi, tak jak w przypadku ubezpieczeń społecznych. Już dziś trzeba przygotować się do odpowiedzi: na ile obecne i przyszłe pokolenia będą etycznie opowiadały się za ideą solidaryzmu społecznego? Żeby tak było w przyszłości, to już dzisiaj musimy o tym myśleć, mówić i wychowywać młode pokolenie w duchu tradycyjnych wartości.


