W czasie tegorocznych ferii zimowych Jugowice odwiedziła schola „Halleluja” oraz wolontariat Fundacji „Albertówka”. „Zadaniem” tego wyjazdu było zintegrowanie tych naszych dwóch wspólnot. W Jugowicach gościliśmy od soboty do soboty, czyli od 6 do 13 lutego. Pierwsze słowa, jakie można było usłyszeć zaraz po przyjeździe do naszego ukochanego miejsca to: „Nareszcie jesteśmy w Jugowicach!”
Na początku trzeba wspomnieć… o czym? Oczywiście o przepysznym jedzonku! W tym roku kuchnia była królestwem p. Sylwii i p. Joli, które z pomocą p. Piotra, p. Angeli i p. Gosi, przygotowywały nam wspaniałe posiłki (było bardzo smacznie!). Należy też podziękować naszemu kochanemu p. Władziowi, który pomagał nam nie tylko w przygotowywaniu posiłków i dbał o czystość jadalni, ale także obdarzał każdego z nas ciepłym słowem i pięknym uśmiechem, gotowy zawsze do pomocy, cokolwiek by to było.
Dzień zaczynaliśmy od modlitwy. Każdy z nas przeżywał ją inaczej. Jeden prosił, drugi przepraszał, a jeszcze inny dziękował Bogu za wszystko, co ma. Czytane Słowo Boże przenikało głęboko do naszych serc. Po śniadaniu było oczywiście… co? Sprzątanie! bo każdy powinien dbać o swój dom. Tak właśnie większość z nas traktuje ośrodek w Jugowicach. Po sprzątaniu były śpiewy. Nasze dziewczęta, jak na scholę przystało, nauczyły się wielu wspaniałych piosenek. Efekty można usłyszeć w każdą niedzielę na Mszy św. o godz. 10.00 oraz w czwartek podczas wieczornej Mszy św. Przed południem był jeszcze czas na zimowe szaleństwa. Śniegu mieliśmy pod dostatkiem! Każdy mógł zjeżdżać na sankach, jeździć na łyżwach, urządzać śnieżne bitwy oraz lepić wielkie bałwany! A w tym wszystkim można było zobaczyć i doświadczyć miłości Pana Boga. Tylko Najwyższy jest w stanie tak upiększyć świat! Gdy się poszło trochę dalej, w zaciszne miejsce, bez śmiechów i jazgotu naprawdę można było poczuć JEGO obecność poprzez podmuch wiatru i szczypiący w uszy mróz.
Po takich szaleństwach przychodził czas na obiad, po którym była sjesta (musiało się nam uleżeć w brzuszkach). A popołudniami mogliśmy: ponownie pójść na sanki i łyżwy, bawić się i grać w różne gry, tańczyć, bo to przecież karnawał (naszą specjalnością stały się tańce w kręgu i rytmy latynoskie), a nawet cieszyć się kuligiem. Każdy miał na twarzy uśmiech od ucha do ucha. Po tych wszystkich atrakcjach przychodził czas na kolację (ach, jakie wtedy były frykasy! po prostu palce lizać!). Po kolacji ciąg dalszy zabaw, a na koniec dnia modlitwa przed snem. Dziękowaliśmy Bogu za wspaniały dzień. W naszych sercach utkwiła szczególnie modlitwa przy blasku księżyca i świec, które trzymaliśmy w dłoniach. W ciszy i skupieniu każdy mógł pomyśleć, co tak naprawdę chce powiedzieć naszemu Panu.
W tej atmosferze radości i wesela brakowało nam jednak najważniejszej dla tego miejsca osoby – naszego wspaniałego i kochanego ks. Franciszka Głoda. W czasie ostatniego, piątkowego wieczoru wspomnień i refleksji wielu z nas podkreślało, że nasze ukochane Jugowice bez obecności ks. Proboszcza są nieco smutniejsze. Każdego dnia jednak mieliśmy w sercu naszego kochanego ks. Franciszka, otaczaliśmy go modlitwą życząc szybkiego powrotu do zdrowia. Bo tak naprawdę to tylko dzięki naszemu ks. Franciszkowi możemy przyjeżdżać do takiego miejsca jak Jugowice! (Dziękujemy!!!)
Czas niestety płynął szybko i, zanim się zorientowaliśmy, nadszedł dzień wyjazdu. Czas wracać do codzienności, ale na ustach wszystkich były słowa: „Hej! Damy radę! W wakacje przyjedziemy tutaj aż na 2 tygodnie!”


