Parafia p.w. św. Elżbiety Węgierskiej

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Spowiednicy poety – sekciarza, czyli problem konfesyjny w biografii Adama Mickiewicza - cz. 1 (z cyklu: Spotkania z literaturą)

Sytuację mówienia, w której mowa jest przekazem o stanie wewnętrznym nadawcy, nazywamy wyznaniem. Może ono dotyczyć ludzkiej zgryzoty, radości czy sekretu i zawsze wymaga obecności słuchającego odbiorcy oraz rozbudzenia w sobie potrzeby odsłonięcia własnego wnętrza przed drugim człowiekiem. W katolicyzmie mamy ukonstytuowaną i sformalizowaną sytuację wyznania. Jest nią spowiedź. Sakramentalna spowiedź indywidualna polega na tym, że żałujący za swe przewinienia penitent wyznaje przed kapłanem – spowiednikiem, będącym ziemskim pośrednikiem między człowiekiem wierzącym i Bogiem, swoje grzechy po to, by uzyskać absolucję i przebaczenie oraz uczynić zadość względem bliźniego i Boga. Przyjmując postawę pokornego pokutnika, oczyszcza swoje sumienie i wchodzi na drogę prowadzącą do świętości.

Motyw confesiones (łac. confessio – wyznanie) nie jest obcy również literaturze.  W niektórych epokach, takich jak średniowiecze czy romantyzm, motyw ten dość często zaznaczał swoją obecność na kartach utworów literackich. Przyczyny pojawiania się i zanikania literackich sytuacji spowiedniczych szukać należy w patrzeniu na duchową kondycję człowieka i stosunek do nauki Kościoła. Spowiedź jako akt nawrócenia się, wyznania grzechów pojawiła się także w biografii poety – wieszcza romantycznego Adama Mickiewicza (1798-1855). Źródła literackie wskazują na dwie takie sytuacje. Chciałabym zaproponować Państwu cykl artykułów, w których ukażę postać wieszcza w sytuacji wyznawania win i próby oczyszczenia się z grzechów z podkreśleniem, że akty te nie do końca podyktowane były wolną wolą poety, ale niejako wymuszone jego przynależnością do Koła Sprawy Bożej (uważanego w paryskich kręgach emigracyjnych za sektę) i relacją z Andrzejem Towiańskim. Poznamy więc postacie mickiewiczowskich spowiedników: ks. Wincentego Kraińskiego, ks. Aleksandra Jełowickiego, a nade wszystko postać Matki Makryny Mieczysławskiej, która odegrała kluczową literacko rolę w procesie nawrócenia poety – sekciarza.

O problemie konfesyjnym w życiu religijnym autora „Pana Tadeusza” biografowie piszą w kontekście mesjanizmu poety (wiara w zbawczą misję pomazańca Bożego) i jego związków z Andrzejem Towiańskim, uznanym za posłannika i proroka Sprawy Bożej, do której garnęło się wielu polskich emigrantów w Paryżu. Skupieni wokół tej postaci towiańczycy oprócz wspólnych modlitw, twardej dyscypliny organizacyjnej, praktykowali formę spowiedzi w obecności współwyznawców, sięgając tym samym do pierwotnych form wyznawania grzechów, praktykowanych w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Źródła literackie, głównie bogata epistolografia (listy Zygmunta Krasińskiego i Adama Mickiewicza) okresu romantyzmu, podają dwie różne daty rzekomego nawrócenia się Mickiewicza z towianizmu (przekonanie, że odkupienie win świata dokona się przez męczeństwo narodu polskiego). Było ono „zasługą” członków Zgromadzenia Zmartwychwstania Pańskiego w Rzymie. Dokonało się pod ich wpływem, a księża z tego zgromadzenia byli spowiednikami Mickiewicza. Zachowując chronologię, pierwszą datą byłby listopad 1846 roku, drugą zaś 29 lutego i 1 marca roku 1848. Pierwsza odbyła się w Paryżu, druga w Rzymie. Skoro dwie spowiedzi, dwie daty, dwa miejsca, to również dwóch spowiedników musiało wysłuchać wyznania grzechów poety. Spowiedzi Mickiewicza w listopadzie 1846 roku miał wysłuchać ks. Wincenty Kraiński, natomiast tej drugiej ks. Aleksander Jełowicki. Prof. Bogdan Zakrzewski w książce „Spowiednicy Mickiewicza i Fredry” udowadnia, że pierwsza spowiedź Mickiewicza jest legendą stworzoną wokół postaci poety, druga faktem odzwierciedlającym ważny moment życiowy Mickiewicza, choć szczere nawrócenie wieszcza nie jest oczywistą jego konsekwencją.

Ksiądz Wincenty Kraiński, czyli „niespełniona spowiedź arcypoety u księdza arcygrafomana wszechczasów”

Ksiądz Wincenty Kraiński żył w latach 1786–1882. Pozostawił po sobie barwne, rymowane autobiografie, którym „nie można wszakże we wszystkim zawierzać, bo lubił zmyślać, opętany megalomanią oraz inkwizytorskim szałem religijnym”. Swój szczegółowy życiorys przedstawił „prozą wiązaną” na 581 stronach w książce pod tytułem naiwnie kamuflującym jego autorstwo: „Ks. Wincenty. Przez dr Kraińskiego”. Jest w tej autobiografii wiele faktów zmyślonych. Jest to informacja ważna, jeśli spowiedź Mickiewicza u ks. Wincentego mamy traktować jako mistyfikację, wydarzenie zmyślone i nieprawdziwe. Sam Kraiński niejasno i sprzecznie w różnych pismach pisze o swoim paryskim epizodzie związanym z Mickiewiczem. Pisze tam o sobie: "Pojechał więc do Paryża / Tam chciał zrobić owies z ryża / Pokręcił się i pobiegał / Różne rzeczy tam postrzegał / Zawsze z punktu religii / By dopełniał swej missyi /  Zachciało mu się nawracać / Zaczął serca polskie macać / Lecz tak były odrętwiałe / Że się zamieniły w skałę / Towiański je przerobił / Wszystkie w duchy usposobił / Mickiewicz dał Messyjasza / Wszystkich do niego zaprasza / Lecz Mickiewicz wytłumaczył / Ten świat cały przeinaczył / Mówił, że duch zawsze chodzi / Coraz w inszym z nas się rodzi / Nie mógł zrobić nic Wincenty / Chociaż by był nawet święty / Aż do Turu więc pojechał / Stąd do Paryża powrócił / Gdzie nikogo nie nawrócił / Bo katolicyzm za stary..."

Jest to dowód na to, iż paryska misja Kraińskiego nawrócenia „heretyka” Mickiewicza zupełnie nie powiodła się. Nie ma w powyższej wypowiedzi mowy, by udało mu się nakłonić poetę do odbycia spowiedzi. Jest on dla niego zatwardziałym towiańczykiem, wojującym mesjanistą, którego nawrócenie pozostaje tylko pobożnym życzeniem. Nie przeszkodziło to jednakże Kraińskiemu napisać prawie dwadzieścia lat później: „Gdy ja, w roku 1846 zostawszy wyświęcony w Rzymie na kapłana, przejeżdżałem do Londynu przez Paryż, był Mickiewicz u mnie do spowiedzi. Gdym go nazajutrz odwiedził, znalazłem go jeszcze wraz z żoną swoją Celiną Mickiewiczową należących oboje do sekciarstwa Towiańskiego. Ale nie mieli jeszcze dotąd żadnego księdza w swej sekcie i chcieli mnie do niej zwerbować. Lecz Mickiewicz został z żoną w tej sekcie aż do końca 1847”.

Lakoniczne stwierdzenie „był Mickiewicz u mnie do spowiedzi” nie oznacza wcale, że się wyspowiadał, a tym bardziej, że była to spowiedź „sakramentalna”, „konfesjonałowa”, bo przecież prawdopodobne miejsce spowiedzi to paryski dom poety, ani że udzielono rozgrzeszenia, mając na uwadze fakt trwania poety w swej „herezji”.

Apostazja Mickiewicza nie była zjawiskiem ulotnym, okazjonalnym. Przystępując do spowiedzi, Mickiewicz musiałby się tego głośnego odstępstwa od wiary wyrzec. A przecież tak się nie stało i nie mogło się stać z dnia na dzień, co nawet sam Kraiński potwierdza w swej naiwności, znając historyczną wartość tego faktu. Poglądy Mickiewicza – towiańczyka były zbyt głośne i znane wówczas, by „przypadkowy spowiednik” mógł z nich rozgrzeszyć niepoprawnego heretyka i to na jednym posiedzeniu spowiedniczym.

Zbyt wiele niejasności i sprzeczności w źródłach, których autorem jest jedynie sam Kraiński, rzekomy spowiednik. Dodając do tego mitotwórcze skłonności ich autora i jego nieprzejednaną wrogość do całej twórczości Mickiewicza, słuszne jest utwierdzenie się w przekonaniu, że spowiedź Mickiewicza z listopada 1846 roku jest dziełem wyobraźni księdza Wincentego Kraińskiego. Dodam jeszcze, że kolejnym argumentem jest brak dokładnej daty; mówi się jedynie o miesiącu i roku, nie podając konkretnego dnia. A przecież tak ważne wydarzenie nie mogło odbić się echem nieprecyzyjności w polskich emigracyjnych kręgach artystyczno-kościelnych. Znany jest także historykom literatury list – raport autorstwa ks. Wincentego, skierowany do ojca Kajsiewicza, jednego z członków zgromadzenia zmartwychwstańców, w którym nie ma nawet wzmianki o Mickiewiczu, co jest szczególnie zdumiewające i świadczy o braku istotnych z nim kontaktów, nie mówiąc już o spowiedniczych, chociaż wymienia on bardzo szczegółowo nazwiska osób, z którymi zetknął się w Paryżu. Kraiński więc „zmyśloną przez siebie gadką, powtarzaną w różnych wersjach (dla chełpliwości misjonarskiej, iż spowiadał Mickiewicza), chciał  wpisać się w historię, która się nie wydarzyła. Nie wyobrażamy sobie, aby paranoiczny spowiednik twórczości Mickiewicza mógł być również spowiednikiem duszy niepoprawnego konwertyty”.


BIBLIOGRAFIA:
Tomkowski Jan, Literatura polska, Warszawa, 1993.
Zakrzewski Bogdan, Spowiednicy Mickiewicza i Fredry oraz inne eseje, Wrocław, 1994.
Witkowski Michał, Spowiednik Mickiewicza, [w:] Munera Litteraria. Księga ku czci prof. Romana Pollaka, Poznań, 1962.

 

Dodaj swój komentarz

Imię:
Komentarz: